...ale Boże miłosierdzie nie zawiedzie nigdy nas.
Panie, tyle się w ostatnim czasie złego dzieje... Codziennie mnie doświadczasz, sprawiasz, że kolejne cierpienia zwiększają ciężar mojego krzyża... Mimo to wiem, że robisz to z miłości, bo niesztuką jest kochać w szczęściu, ale trzeba kochać pomimo wszystko, szczególnie w czasie kryzysu i cierpienia. Każdy dzień przynosi ból i cierpienie- podwójny, bo nie znajduję zrozumienia i wsparcia z żadnej strony...
W Tobie moja nadzieja, Ciebie kocham i Tobie już tylko ufam!
sobota, 22 maja 2010
poniedziałek, 17 maja 2010
Panie mój kocham Cię, Duchem Swym prowadź mnie...
No i zakończył pewien etap w moim życiu.... Koniec liceum, koniec matur i czas zacząć myśleć już na poważnie: "co dalej?"... No właśnie, tak się ostatnio dzieje, że zrobił mi się straszy mętlik w głowie, jeżeli chodzi o moje powołanie. Często kiedy modlę się, aby Jezus wreszcie pokazał mi to moje miejsce, gdzie mam żyć, to czuję jak mówi, że mimo mojej miłości do Jego Miłosierdzia i Łagiewnik, przywiązania do ZSMBM, moje miejsce nie jest w zakonie, a przynajmniej nie teraz, bo nie bez powodu stawia na mojej drodze pewnych ludzi... Póki co rozeznaje, ale nie wykluczam w swoim życiu niczego... Bo nie wiem czy będę żoną i matką (czego w głębi serca pragnę), czy będę żyć w zakonie (co mnie bardzo fascynuje i czego od kilku lat gdzieś tam w sercu też pragnę). Wiem jedno, że nie mogę mieć jednego i drugiego, dlatego modlę się i was też o to proszę, abym otworzyła się na głos Jezusa i podjęła słuszną decyzję... :)
Tak na koniec chciałabym też wspomnieć o piątkowej pielgrzymce, na której byłam z bierzmowańcami naszej parafii. Byliśmy pierw w Czernej- w Sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej i św. Rafała Kalinowskiego, a później pojechaliśmy do Łagiewnik by tam odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Byłam zdziwiona, bo w planie nie mieliśmy spotkania z siostrą, która przybliżyła by postać św. Faustyny, historię tamtego miejsca i kult Jezusa Miłosiernego- a niestety młodzież bardzo mało wie na ten temat... Także zadzwoniłam z autokaru do s. Sary- bardzo bliska mojemu sercu siostra- i okazało się, że akurat miała wolną chwilę i zgodziła się z nami spotkać. Bardzo się cieszyłam, bo dość długo się nie widziałyśmy, ale też obawiałam się reakcji naszych gimnazjalistów, co okazało się nie potrzebne, bo byłam bardzo zdziwiona jak w czasie, gdy siostra mówiła, wszyscy byli spokojni i siedzieli w ciszy. Bardzo się też cieszyłam, bo ksiądz był zadowolony z tego spotkania i siostra. Ten dzień był dla mnie pełen radości, szczególnie, że mogłam się spotkać z siostrą i Jezusem Miłosiernym...
Za ten dzień: Chwała Panu!
Tak na koniec chciałabym też wspomnieć o piątkowej pielgrzymce, na której byłam z bierzmowańcami naszej parafii. Byliśmy pierw w Czernej- w Sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej i św. Rafała Kalinowskiego, a później pojechaliśmy do Łagiewnik by tam odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Byłam zdziwiona, bo w planie nie mieliśmy spotkania z siostrą, która przybliżyła by postać św. Faustyny, historię tamtego miejsca i kult Jezusa Miłosiernego- a niestety młodzież bardzo mało wie na ten temat... Także zadzwoniłam z autokaru do s. Sary- bardzo bliska mojemu sercu siostra- i okazało się, że akurat miała wolną chwilę i zgodziła się z nami spotkać. Bardzo się cieszyłam, bo dość długo się nie widziałyśmy, ale też obawiałam się reakcji naszych gimnazjalistów, co okazało się nie potrzebne, bo byłam bardzo zdziwiona jak w czasie, gdy siostra mówiła, wszyscy byli spokojni i siedzieli w ciszy. Bardzo się też cieszyłam, bo ksiądz był zadowolony z tego spotkania i siostra. Ten dzień był dla mnie pełen radości, szczególnie, że mogłam się spotkać z siostrą i Jezusem Miłosiernym...
Za ten dzień: Chwała Panu!
sobota, 1 maja 2010
Powołanie
Mógłbyś pomyśleć, że mi nie wyszło, że chcę spróbować uciec gdzieś.
Na usta jedne słowa się cisną:
dlaczego? - pytasz. Bóg jeden wie.
Mógłbyś pomyśleć, że lubię się modlić
lub że smakuje mi przaśny chleb.
Że wolę suknię od zwykłych spodni,
a ja odpowiem - Bóg jeden wie.
Kiedy mnie znowu zapytasz dlaczego,
chciałabym powiedzieć, że teraz wiem,
lecz trudno w wierze wiedzieć na pewno
i rzeknę tylko: Bóg jeden wie.
Jeśli ci znajdę kiedyś odpowiedź,
myślę, że będzie podobna do
słów, które szepczą kochankowie,
że ja... no wiesz, kocham Go...
czwartek, 29 kwietnia 2010
Prosiłam Boga...
Prosiłam Boga o danie mi mocy w osiąganiu powodzenia -
- Uczynił mnie słabą abym się nauczyła pokornego posłuszeństwa;
Prosiłam o zdrowie dla dokonania wielkich czynów -
- Dał mi kalectwo, abym robiła rzeczy lepsze;
Prosiłam Boga o bogactwo, abym mogła być szczęśliwa -
- Dał mi ubóstwo abym była rozumna;
Prosiłam o władzę, żeby mnie ludzie cenili -
- Dał mi niemoc, abym odczuwała potrzebę Boga;
Prosiłam o towarzysza, abym nie żyła samotnie -
- Dał mi serce, abym mogła kochać wszystkich braci;
Prosiłam o radość -
- A otrzymałam życie, abym mogła cieszyć się wszystkim;
Niczego nie otrzymałam, o co prosiłam -
- Ale dostałam wszystko, czego się spodziewałam.
Prawie na przekór sobie; moje modlitwy niesformułowane zostały wysłuchane.
Jestem spośród ludzi najhojniej ze wszystkich obdarowana.
niedziela, 25 kwietnia 2010
Modlitwa o rozeznanie powołania
Stworzyłeś mnie dla szczęścia,
Pomóż mi je odnaleźć.
Ukaż mi moją drogę życia.
Spraw, abym wybrała to,
Co dla mnie wybrałeś jeszcze w łonie mej matki.
Chcę być Tobie posłuszna we wszystkim.
Pójdę, gdzie mnie poślesz...
Ufam Tobie, bo wiem, że mnie kochasz i chcesz mojego dobra.
Prowadź mnie po Twoich ścieżkach.
Amen.
sobota, 10 kwietnia 2010
Uwielbiam Cię
Gdy wpatruję się w Twą świętą twarz,
Gdy rozmyślam nad miłością Twą.
Kiedy to, co wokół mnie niknie w cień jasności Twej.
Gdy dotykam sobą serca Twego,
Gdy mą wolę składam u Twych stóp,
Kiedy to, co wokół mnie niknie w cień jasności Twej.
Uwielbiam Cię, uwielbiam Cię,
Bo mego życia cel, to uwielbiać Cię...
czwartek, 8 kwietnia 2010
"Musicie zaufać Jezusowi..."
Dzisiaj byliśmy w Łagiewnikach na szkolnej pielgrzymce maturzystów. Wyjechaliśmy spod szkoły po godz. 7, a o 9 mieliśmy mszę w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Po mszy mieliśmy spotkanie w auli z s. Faustą- świetna siostra, tak ciekawie i pięknie opowiadała o s. Faustynie i Jezusie Miłosiernym, że nie chciało się wychodzić, niestety czas nas naglił... Siostra opowiadała o miłosierdziu i mówiła bardzo piękne słowa m.in. powiedziała, że my, młodzi musimy zaufać Jezusowi, pokochać Go i uwierzyć, że On zawsze jest z nami... Bo tylko to może nam dać pełnię szczęścia i dzięki temu, że zawierzymy się całkowicie Miłosiernemu, otrzymamy potrzebne łaski na każdy dzień życia... Później miałam okazję opowiedzieć o sobie i swoim powołaniu, o siostrach i tamtym miejscu moim przyjaciółkom, ponieważ trochę czasu tam spędziłam i jest bardzo bliskie mojemu sercu - "jest na Ziemi jedno moje małe miejsce, gdzie poza biciem serca nie liczy się nic więcej...". Wcześniej nie mogły zrozumieć, dlaczego właśnie ja miałabym wstąpić do zakonu, jak to możliwe, że taki "Boży wariat" może żyć zamknięty w zakonie, a dziś po tych chwilach spędzonych w Łagiewnikach, zaskoczyły mnie bardzo swoimi słowami i nastawienie... Powiedziały, że jeżeli czuję, że to jest miejsce, gdzie będę szczęśliwa, to one też będą szczęśliwe... Cieszę się bardzo, że i one poczuły magię tego miejsca i obecność Jezusa Miłosiernego. Choć z tym moim powołaniem zakonnym nie jest tak, jak było jeszcze do niedawna, dobrze jest żyć z myślą, że są ludzie, którzy zaakceptują taki wybór... Dziękuję Bogu za ten dzień, że dał mi możliwość bycia tam, za łaski, które otrzymałam i za to, że otworzył oczy innych... :)
Chwała Panu!
Chwała Panu!
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
Chrystus zmartwychwstał jest!
Zmartwychwstał Pan i żyje dziś, blaskiem jaśnieje noc.
Nie umrę, nie lecz będę żył- Pan okazał swą moc.
Krzyż to jest brama Pana, jeśli chcesz przez nią wejdź.
Zbliżmy się do ołtarza- Bogu oddajmy cześć!
Dzięki składajmy Mu, bo wieczna jest jego łaska
Z grobu powstał dziś Pan, a noc jest pełna blasku
Chcę dziękować mu i chcę Go dziś błogosławić
Jezus mój Pan i Bóg, On przyszedł, aby nas zbawić!
Z grobu powstał dziś Pan, a noc jest pełna blasku
Chcę dziękować mu i chcę Go dziś błogosławić
Jezus mój Pan i Bóg, On przyszedł, aby nas zbawić!
Lepiej się uciec do Pana niż zaufać książętom
Pan - moja moc i pieśń, podtrzymał, gdy mnie popchnięto
Już nie będę się bać, cóż może zrobić mi śmierć
Nie, nie lękam się i śpiewam chwały pieśń!
Pan - moja moc i pieśń, podtrzymał, gdy mnie popchnięto
Już nie będę się bać, cóż może zrobić mi śmierć
Nie, nie lękam się i śpiewam chwały pieśń!
Odrzucony Pan, stał się kamieniem węgielnym
Pan wysłuchał mnie, On jest zbawieniem mym
Cudem staje się noc, gdy w dzień jest przemieniona
Pan wysłuchał mnie, On jest zbawieniem mym
Cudem staje się noc, gdy w dzień jest przemieniona
Tańczmy dla niego dziś, prawica Pańska wzniesiona!
sobota, 3 kwietnia 2010
piątek, 2 kwietnia 2010
Wielki Piątek- święty dzień, w którym Jezus oddał za nas życie...
Wisi na krzyżu Pan, Stwórca nieba,
Płakać za grzechy, człowiecze potrzeba;
Ach, ach! na krzyżu umiera, Jezus oczy swe zawiera...
Najświętsze członki i wszystko ciało,
Okrutnie zbite na krzyżu wisiało;
Ach, ach! dla Ciebie człowiecze, z boku krew Jezusa ciecze...
Ostrą koroną skronie zranione,
Język zapiekły i usta spragnione;
Ach, ach! dla mojej swawoli, Jezus umiera i boli...
Woła i kona, łzy z oczu leje,
Pod krzyżem Matka bolesna truchleje;
Ach, ach! sprośne złości moje, sprawiły te niepokoje...
Płakać za grzechy, człowiecze potrzeba;
Ach, ach! na krzyżu umiera, Jezus oczy swe zawiera...
Najświętsze członki i wszystko ciało,
Okrutnie zbite na krzyżu wisiało;
Ach, ach! dla Ciebie człowiecze, z boku krew Jezusa ciecze...
Ostrą koroną skronie zranione,
Język zapiekły i usta spragnione;
Ach, ach! dla mojej swawoli, Jezus umiera i boli...
Woła i kona, łzy z oczu leje,
Pod krzyżem Matka bolesna truchleje;
Ach, ach! sprośne złości moje, sprawiły te niepokoje...
środa, 24 marca 2010
Rekolekcje
Dziś skończyły się nasze parafialne rekolekcje, które prowadził o. Leonard- rektor seminarium oo. Werbistów w Nysie. Nie tylko świetny ksiądz, ale przede wszystkim wspaniały człowiek. Kiedy po nauce dla młodzieży rozmawialiśmy z nim, gdyż nurtowała nas bardzo czarna obrączka na jego palcu, ponieważ mamy takie same i wtedy okazało się, że tak jak my należy do TUCUM- nie jest mu obojętny los drugiego człowieka, szczególnie tego najbiedniejszego i najbardziej opuszczonego... Świetne uczucie, kiedy poznajesz człowieka z innego rejonu kraju, którego widzisz pierwszy raz w życiu, a okazuje się, że jest coś co was łączy i jednoczy... :)
Ogólnie najlepsze rekolekcje parafialne jak dotąd, owocnie przeżyte i zostawiły bardzo wiele w sercu. Ojciec mówił konkretnie, na temat i krótko, ale mówił w taki sposób, że nawet po nie przespanej nocy, nie dało się go nie słuchać. Najlepszy był moment kiedy zaczął na naszej młodzieżowej nauce strzelać z rewolweru- szok taki, że serce biło jak szalone, ale to tak dobitnie uderzyło w serce, pokazało, aby mieć siłę i odwagę walczyć ze złem. Ale przede wszystkim nie bać się bo mamy Jezusa i nic nam się nie stanie. Uwrażliwił nas też na los drugiego człowieka, aby nie przechodzić obojętnie obok kogoś, kto na nas liczy i potrzebuje naszej pomocy. Bardzo się cieszę, że dane było mi przeżyć tak świetne rekolekcje :)
Chwała Panu!
Ogólnie najlepsze rekolekcje parafialne jak dotąd, owocnie przeżyte i zostawiły bardzo wiele w sercu. Ojciec mówił konkretnie, na temat i krótko, ale mówił w taki sposób, że nawet po nie przespanej nocy, nie dało się go nie słuchać. Najlepszy był moment kiedy zaczął na naszej młodzieżowej nauce strzelać z rewolweru- szok taki, że serce biło jak szalone, ale to tak dobitnie uderzyło w serce, pokazało, aby mieć siłę i odwagę walczyć ze złem. Ale przede wszystkim nie bać się bo mamy Jezusa i nic nam się nie stanie. Uwrażliwił nas też na los drugiego człowieka, aby nie przechodzić obojętnie obok kogoś, kto na nas liczy i potrzebuje naszej pomocy. Bardzo się cieszę, że dane było mi przeżyć tak świetne rekolekcje :)
Chwała Panu!
wtorek, 23 marca 2010
Panie dodaj sił...
Bardzo ciężki czas, teraz zaczyna się wielkie zamieszanie maturalne... Wystawianie ocen, powtórki, i masa innych spraw... to wszystko naraz to stanowczo za dużo jak dla mnie. Nie jest dobrze, a nawet powiem- jest źle, oprócz objawiających się stresów przed maturalnych i nie przespanych nocy, jeszcze w innych sprawach i co gorsze w przyjaźniach zaczyna być średnio... :( Sama nie dam rady, to wszystko mnie przerasta, dlatego proszę Cię Panie, prowadź mnie, dodaj sił, umocnij mnie w wierze, nadziei i miłości i nie pozwól bym znów upadła, szczególnie teraz przed tymi najważniejszymi świętami. Daj mi ten ostatni czas Wielkiego Postu przeżyć godnie i owocnie, bym z czystym sercem i bez jakichkolwiek nie załatwionych spraw mogła przygotować się na ten Święty Czas...
Duchu Święty obdarz mnie swoimi darami i swym światłem, bym umiała dokonać słusznych wyborów!
Bądź ze mną Panie w każdej chwili mojego życia...
Duchu Święty obdarz mnie swoimi darami i swym światłem, bym umiała dokonać słusznych wyborów!
Bądź ze mną Panie w każdej chwili mojego życia...
sobota, 20 marca 2010
24 marca - Dzień Modlitwy i Postu za Misjonarzy Męczenników
na ten dzień proponuję modlitwę:
Panie Boże, dziękujemy Ci za wiarę i oddanie wszystkich ludzi,
Panie Boże, dziękujemy Ci za wiarę i oddanie wszystkich ludzi,
którzy są w dzisiejszym świecie świadkami Twojej Miłości.
Wspieraj swoimi łaskami wszystkich misjonarzy
w ich osamotnieniu, zniechęceniu, odrzuceniu, w podejmowanym trudzie.
Rozpalaj w nich gorliwość, zapał i wierność w trwaniu przy Tobie.
Wspieraj w cierpieniu, gdy czynione przez nich dobro bywa odrzucane.
W sposób szczególny polecamy dziś Twojemu Miłosierdziu tych wszystkich,
którzy w minionym roku oddali swoje życie na misjach.
Prosimy o Twoje Miłosierdzie dla zmarłych kapłanów, seminarzystów, sióstr zakonnych i świeckich misjonarzy.
Panie, bądź ukojeniem w bólu ich bliskich.
Spraw, by ofiara ich życia była źródłem wiary dla tych, wśród których żyli i pracowali.
Amen
środa, 17 marca 2010
Jezus mówi do mojego serca
Kiedy się buntuję, Jezus mówi: Przebacz
Kiedy się boje, On mi mówi: Nie lękaj się
Kiedy wątpię, On mi mówi: Ufaj
Kiedy rozpaczam, On mi mówi: Uspokój się
Kiedy chcę zostać sam, On mi mówi: Pójdź za mną
Kiedy robię plany na przyszłość, On mi mówi: Zostaw je
Kiedy chcę bezpieczeństwa, On mi mówi: Nie obiecuję Ci tego
Kiedy chcę żyć, On mi mówi: Poświęć się innym
Kiedy chcę być dobry, On mi mówi: Służ innym
Kiedy chcę rozkazywać, On mi mówi: Bądź posłuszny
Kiedy chcę zrozumieć, On mi mówi: Wierz
Kiedy chcę jasności, On mi mówi w przypowieściach
Kiedy chcę być wielkim, On mi mówi: Bądź jak dziecko
Kiedy chcę uciec, On mi mówi: Pokaż swe światło
Kiedy chcę pierwsze miejsca, On mi mówi: Usiądź na ostatnich
Kiedy chcę, żeby mnie widzieli, On mi mów: Módl się w ukryciu
Panie, dziękuje Ci za Twoje słowa...
Jestem jak świeca o wątłym płomieniu, kiedy popadam w kryzys i zwątpienie, ale mimo to, Ty zawsze mówisz: "(...) nie zgaszę świecy o wątłym płomieniu(...)". Nie pozwalasz, żeby dotknęło mnie jakiekolwiek zło, zawsze mnie kochasz i jesteś ze mną, a ja jestem tak niewdzięczna, gdy dosięga mnie cierpienie nie pamiętając, że prawdziwa wiara i zaufanie objawiają się wtedy, gdy z pokorą przyjmujemy na siebie wszystko co nam dajesz, kiedy bez słowa żalu bierzemy swój krzyż na ramiona i idziemy za Tobą pełni wiary i miłości do Ciebie...
Za wszystko bądź uwielbiony!
Kiedy się boje, On mi mówi: Nie lękaj się
Kiedy wątpię, On mi mówi: Ufaj
Kiedy rozpaczam, On mi mówi: Uspokój się
Kiedy chcę zostać sam, On mi mówi: Pójdź za mną
Kiedy robię plany na przyszłość, On mi mówi: Zostaw je
Kiedy chcę bezpieczeństwa, On mi mówi: Nie obiecuję Ci tego
Kiedy chcę żyć, On mi mówi: Poświęć się innym
Kiedy chcę być dobry, On mi mówi: Służ innym
Kiedy chcę rozkazywać, On mi mówi: Bądź posłuszny
Kiedy chcę zrozumieć, On mi mówi: Wierz
Kiedy chcę jasności, On mi mówi w przypowieściach
Kiedy chcę być wielkim, On mi mówi: Bądź jak dziecko
Kiedy chcę uciec, On mi mówi: Pokaż swe światło
Kiedy chcę pierwsze miejsca, On mi mówi: Usiądź na ostatnich
Kiedy chcę, żeby mnie widzieli, On mi mów: Módl się w ukryciu
Panie, dziękuje Ci za Twoje słowa...
Jestem jak świeca o wątłym płomieniu, kiedy popadam w kryzys i zwątpienie, ale mimo to, Ty zawsze mówisz: "(...) nie zgaszę świecy o wątłym płomieniu(...)". Nie pozwalasz, żeby dotknęło mnie jakiekolwiek zło, zawsze mnie kochasz i jesteś ze mną, a ja jestem tak niewdzięczna, gdy dosięga mnie cierpienie nie pamiętając, że prawdziwa wiara i zaufanie objawiają się wtedy, gdy z pokorą przyjmujemy na siebie wszystko co nam dajesz, kiedy bez słowa żalu bierzemy swój krzyż na ramiona i idziemy za Tobą pełni wiary i miłości do Ciebie...
Za wszystko bądź uwielbiony!
sobota, 13 marca 2010
"Przyjaźń"
Może to jej szukamy tak zawzięcie?
Może to o nią chodzi, z jej braków nasz gniew?
Może to dla niej wyprawy za morza?
Nazwał nas przyjaciółmi,
tamtej nocy, przed męką,
i odtąd bez niej nie umiemy żyć.
Jest jak stygmat, znak Mistrza,
a jej czerwień otwarta
każdy bandaż przebarwia.
Myślę o niej tej nocy,
bo choć nie czeka nas męka,
ich oczy wilgotnieją w mroku.
Pod nami przepaść,
kaskady powietrza,
dal.
Pod nami Graz rozlany
jak jezioro krwi lub wesołe miasteczko.
Zależy od szkiełka w oku.
Patrzę w oczy przyjaciół
tej nocy znów pewny:
jest podobna do perły.
Którą, drogocenną, znalazłszy,
poszedł, sprzedał wszystko,
co miał i kupił ją.
Pod nami Graz. I wzbiera jasność w mroku.
a w nas to śmiech, to płacz.
Zależy od szkiełka w oku.
Zatrzymać się, oderwać od codzienności i po prostu być...
Wczoraj, już po raz 4 byłam na nocnym czuwaniu wielkopostnym organizowanym przez parafię i Ruch Światło-Życie w kościele Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa na Manhatanie. Świetny czas spędzony z bardzo bliskimi mojemu sercu ludźmi i z Jezusem... Wszystko rozpoczęło się o 21 Apelem Jasnogórskim, po czym było przedstawienie teatru "Kefas" z Panewnik, są po prostu świetni, nawet trójka moich przyjaciół w nim gra, także nie może być inaczej :) Później była część : "Manhatan śpiewa i tańczy na chwałę Boga", bardzo radosny i "wyśpiewany" czas. Po krótkiej chwili zaczęła się Adoracja od wspólnego rachunku sumienia, bo przez cały czas trwania Adoracji była możliwość do skorzystania z sakramentu pokuty, organizacja jak zwykle świetna- żadnych kolejek, bo było aż 8 księży także wszyscy mieli okazję przystąpić do sakramentu. Nie umiałam się skupić na modlitwie... nie wiedziałam od czego zacząć, tyle było rzeczy, o których chciałam opowiedzieć klęcząc przed Nim... Jednak z chwilą odkryłam, że tym razem nie ja miałam zacząć tylko On. Od początku jakoś dziwnie dobrze się czułam, ponieważ w ostatnim czasie przez moje kolano nie potrafiłam w ogóle klęknąć, a tu praktycznie całą Adorację przeklęczałam wpatrując i wsłuchując się w Jego głos... Niesamowite uczuć, nawet fizyczny ból nie był w stanie wygrać ze skupianiem się na słowach Pana... Tyle dostałam wskazówek i odpowiedzi na pytania, które codziennie sobie zadaję oraz siły, energii i uśmiechu, że nie ma słów, które odpowiednio wyrażą to, co teraz jest w moim sercu... :) O 24 była msza, która od kilku lat jest nazywana "młodzieżową pasterką wielkopostną", świetna atmosfera sprawiła, że chciało się, aby ta msza nigdy się nie skończyła... Cały czas czuwania spędziłam obok moich przyjaciół i tak bardzo byłam wdzięczna Bogu, że to właśnie Marlena i Mateusz byli obok :) Wspaniały czas, który pozwala się zatrzymać na chwilę i spędzić go z Jezusem...
poniedziałek, 8 marca 2010
Bez względu na wszystko, ufać nie przestanę...
Prowadź mnie drogą Twą,
Prowadź mnie poprzez piach i mgłę.
Ja Tobie ufam i nie pytam "jak"?
Ty lepiej, Boże, wiesz... Prowadź mnie...
Ja nie wiem, co za rogiem czai się,
Jedno wiem, że Bóg tam jest.
Panie mój, tak mi trudno modlić się.
Przy mnie stój, choć bólem karmisz serce me.
Całkiem sam spoglądam w moje życie wstecz.
Chciałabym tak pokorę Twoją w sobie mieć.
Panie mój, ja błądzę poprzez noc i deszcz.
Ogromny ból dziś trapi duszę, serce me.
Widzę, jak ubierasz moje życie w dni.
Jedno wiem, Ty nie pozwolisz zginąć mi.
Jest ciężko... Ale najważniejsze to nie przestawać wierzyć i ufać... :)
poniedziałek, 1 marca 2010
"Panie, daj mi światło Twego Ducha..."
I wszystko wróciło... Szkoła, szara codzienność, a przede wszystkim zbliżające się wielkiiimi krokami podjęcie najważniejszej decyzji... Wydawałoby się, że oprócz Krakowa i Katowic inne miasto nie będzie brane pod uwagę, aż do wczoraj, kiedy "pod nos" znajoma Siostra podsunęła mi studia na kierunku Praca socjalna- o lepszych perspektywach na życie niż Nauki o rodzinie... Wszystko byłoby ok, tylko nowy kierunek, nowe miasto, bo ten kierunek jest w Częstochowie... Przede mną naprawdę trudny wybór, bo której opcji bym nie wybrała, w każdym miejscu są bardzo bliskie mi osoby... Wiem, że i tak będzie tak, jak chce Bóg, ale nie myślałam, że to będzie aż tak ciężki wybór...
A tak na pocieszenie, to dziś usłyszałam świetną wiadomość- moja przyjaciółka jest w ciąży także będę ciocią! :) Tak bardzo się cieszę i modlę się, żeby wszystko było w porządku :)
Pozdrawiam i proszę o modlitwę... :)
A tak na pocieszenie, to dziś usłyszałam świetną wiadomość- moja przyjaciółka jest w ciąży także będę ciocią! :) Tak bardzo się cieszę i modlę się, żeby wszystko było w porządku :)
Pozdrawiam i proszę o modlitwę... :)
niedziela, 28 lutego 2010
"Serce człowieka nieustannie błądzi..."
Dzisiejsze kazanie na Gorzkich Żalach dało mi trochę do myślenia...
Ksiądz nawiązał do dzisiejszej Ewangelii. Mówił o lęku Apostołów, o tym, że my każdego dnia jesteśmy tymi lękającymi się Apostołami... Niestety to prawda, ciągle lękamy się całym sercem uwierzyć i zawierzyć się w ręce Boga. Przez ten lęk "serce człowieka nieustannie błądzi" szukając za wszelką cenę cudu, a nie potrafi dostrzec go tam, gdzie jest na prawdę... Często dzieje się tak, ponieważ nie dostrzegamy rzeczy na pozór małych w swoim życiu, często Bóg objawia nam się poprzez drugiego człowieka i to jest właśnie ten cud, którego czasem nie chcemy zobaczyć... Odniosłam też to do swojego życia, ciągle czegoś szukam, czegoś mi brak, a nie potrafię rozejrzeć się dookoła siebie. Przecież Bóg przemawia do nas w małych rzeczach, a my ciągle pozostajemy ślepi... Dotychczas Bóg postawił na mojej drodze tak wspaniałych ludzi, tak wiele mi dał, a ja często tego nie potrafię docenić i zaczynam szukać szczęści gdzie indziej, odrzucając to, co daje mi Pan... Czy tak naprawdę, kiedy szukam "na własną rękę", jestem szczęśliwa? Dziś wiem, że nie. Kiedy cofnęłam się w myślach wstecz zobaczyłam, że do czasu, gdy nie zaufałam bezgranicznie Bogu, nie byłam szczęśliwa, to wszystko to były błędne uczucia... Na siłę szukałam pocieszenia, wsparcia tam, gdzie go nie było. W ostatnim czasie dostałam wielkie szczęście- odnalazłam swoją drogę i drugiego człowieka... Jednak aby trwać w tym szczęściu, muszę też dać coś od siebie i wykazać się zaangażowaniem. Wiem, że jest na mojej drodze ktoś, kogo Bóg wybrał, aby przez jego obecność nieustannie być przy mnie... :) Radości, którą mam w sercu nie są w stanie wyrazić żadne słowa... :):):)
Ksiądz nawiązał do dzisiejszej Ewangelii. Mówił o lęku Apostołów, o tym, że my każdego dnia jesteśmy tymi lękającymi się Apostołami... Niestety to prawda, ciągle lękamy się całym sercem uwierzyć i zawierzyć się w ręce Boga. Przez ten lęk "serce człowieka nieustannie błądzi" szukając za wszelką cenę cudu, a nie potrafi dostrzec go tam, gdzie jest na prawdę... Często dzieje się tak, ponieważ nie dostrzegamy rzeczy na pozór małych w swoim życiu, często Bóg objawia nam się poprzez drugiego człowieka i to jest właśnie ten cud, którego czasem nie chcemy zobaczyć... Odniosłam też to do swojego życia, ciągle czegoś szukam, czegoś mi brak, a nie potrafię rozejrzeć się dookoła siebie. Przecież Bóg przemawia do nas w małych rzeczach, a my ciągle pozostajemy ślepi... Dotychczas Bóg postawił na mojej drodze tak wspaniałych ludzi, tak wiele mi dał, a ja często tego nie potrafię docenić i zaczynam szukać szczęści gdzie indziej, odrzucając to, co daje mi Pan... Czy tak naprawdę, kiedy szukam "na własną rękę", jestem szczęśliwa? Dziś wiem, że nie. Kiedy cofnęłam się w myślach wstecz zobaczyłam, że do czasu, gdy nie zaufałam bezgranicznie Bogu, nie byłam szczęśliwa, to wszystko to były błędne uczucia... Na siłę szukałam pocieszenia, wsparcia tam, gdzie go nie było. W ostatnim czasie dostałam wielkie szczęście- odnalazłam swoją drogę i drugiego człowieka... Jednak aby trwać w tym szczęściu, muszę też dać coś od siebie i wykazać się zaangażowaniem. Wiem, że jest na mojej drodze ktoś, kogo Bóg wybrał, aby przez jego obecność nieustannie być przy mnie... :) Radości, którą mam w sercu nie są w stanie wyrazić żadne słowa... :):):)
sobota, 27 lutego 2010
Moja DROGA ZAUFANIA
Tak w wielkim skrócie...
W moim życie nieustannie od 5 lat widzę i czuję działanie mojego najwspanialszego Przyjaciela.
Dlaczego tylko od 5 lat? Ponieważ wcześniej nie był zbyt wierzącą osobą, chodziłam do kościoła, bo "tak wypadało", ale wszystko się zmieniło kiedy poznałam pewnego chłopaka... Przez niego zbliżyłam się do Boga i tak trwaliśmy razem przy Nim przez ponad 2 lata. Później nasze drogi się rozeszły i wtedy tak naprawdę zaczęłam powoli zakochiwać się w Panu... Już po pierwszych rekolekcjach u Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach, które miały służyć mojemu wewnętrznemu wyciszeniu i dojściu do siebie po rozstaniu, zyskałam nowego Przyjaciela, którego od tamtego czasu całym sercem kocham :) Właśnie od tamtych rekolekcji Pan działa w moim życiu "jak szalony"... Każdego dnia czuję Jego obecność, pomimo tak licznych moich upadków... No więc... najpierw za wszelką cenę dążyłam do tego, żeby poświęcić się życiu zakonnemu i ciągle myślałam, że On też tego chce, ale z upływem czasu i kolejnych rekolekcji dawał mi widoczne znaki, że mam się poświęcić drugiemu człowiekowi, ale nie w zakonie, tylko w normalnych życiu... A jak na uparta osobę przystało odrzucałam taką opcję, twierdził, że albo zakon, albo nic... Także Pan ma ciężko ze mną ;) W końcu powiedziałam: "Ok, nie chcesz mnie w zakonie, to daj konkretny znak co, gdzie i jak." No i dostałam konkretną odpowiedź, kiedy to rok temu na MiFeZi (Misyjnych feriach Zimowych) u oo. Kombonianów w Krakowie chodziliśmy odwiedzać ludzi w Domu Pomocy Społecznej... Tam od pierwszych chwil coś we mnie drgnęło, czułam, że mam niesłychaną siłę w sobie mimo tego, że strasznie bałam się tam iść... Ale wtedy poczułam, że to jest to, to, czego On ode mnie chce, że mam poświęcić się dla takich ludzi- chorych, cierpiących i samotnych... I tak po wakacjach u naszych ojców i kolejnych wyjściach do DPS-u Pan podsunął mi "pod nos" studia na kierunku Nauki o rodzinie, które mają mnie przygotować m.in do takiej pracy. Szczęścia jakie czułam nie da opisać się słowami... Od razu powiedziałam: "Tak, to jest to!" I póki co dążę do tego, aby zacząć te studia, co z tego wyjdzie? Zobaczymy.
Jednak mimo wszystko z serca nie odeszła myśl o życiu zakonnym... Ale Pan jest bardziej uparty niż ja i na tegorocznych MiFeZi dawał mi ewidentne znaki, że "nie chce" mnie mieć w zakonie, ale chce mnie jako matkę i żonę... Tym razem nie próbowałam nawet się sprzeciwiać, tylko od razu się zgodziłam, bo zawierzyłam swoje życie w Jego ręce i zaufałam. Wiem, że Chce dla mnie jak najlepiej, tak, jak prawdziwy Przyjaciel :)
W moim życie nieustannie od 5 lat widzę i czuję działanie mojego najwspanialszego Przyjaciela.
Dlaczego tylko od 5 lat? Ponieważ wcześniej nie był zbyt wierzącą osobą, chodziłam do kościoła, bo "tak wypadało", ale wszystko się zmieniło kiedy poznałam pewnego chłopaka... Przez niego zbliżyłam się do Boga i tak trwaliśmy razem przy Nim przez ponad 2 lata. Później nasze drogi się rozeszły i wtedy tak naprawdę zaczęłam powoli zakochiwać się w Panu... Już po pierwszych rekolekcjach u Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach, które miały służyć mojemu wewnętrznemu wyciszeniu i dojściu do siebie po rozstaniu, zyskałam nowego Przyjaciela, którego od tamtego czasu całym sercem kocham :) Właśnie od tamtych rekolekcji Pan działa w moim życiu "jak szalony"... Każdego dnia czuję Jego obecność, pomimo tak licznych moich upadków... No więc... najpierw za wszelką cenę dążyłam do tego, żeby poświęcić się życiu zakonnemu i ciągle myślałam, że On też tego chce, ale z upływem czasu i kolejnych rekolekcji dawał mi widoczne znaki, że mam się poświęcić drugiemu człowiekowi, ale nie w zakonie, tylko w normalnych życiu... A jak na uparta osobę przystało odrzucałam taką opcję, twierdził, że albo zakon, albo nic... Także Pan ma ciężko ze mną ;) W końcu powiedziałam: "Ok, nie chcesz mnie w zakonie, to daj konkretny znak co, gdzie i jak." No i dostałam konkretną odpowiedź, kiedy to rok temu na MiFeZi (Misyjnych feriach Zimowych) u oo. Kombonianów w Krakowie chodziliśmy odwiedzać ludzi w Domu Pomocy Społecznej... Tam od pierwszych chwil coś we mnie drgnęło, czułam, że mam niesłychaną siłę w sobie mimo tego, że strasznie bałam się tam iść... Ale wtedy poczułam, że to jest to, to, czego On ode mnie chce, że mam poświęcić się dla takich ludzi- chorych, cierpiących i samotnych... I tak po wakacjach u naszych ojców i kolejnych wyjściach do DPS-u Pan podsunął mi "pod nos" studia na kierunku Nauki o rodzinie, które mają mnie przygotować m.in do takiej pracy. Szczęścia jakie czułam nie da opisać się słowami... Od razu powiedziałam: "Tak, to jest to!" I póki co dążę do tego, aby zacząć te studia, co z tego wyjdzie? Zobaczymy.
Jednak mimo wszystko z serca nie odeszła myśl o życiu zakonnym... Ale Pan jest bardziej uparty niż ja i na tegorocznych MiFeZi dawał mi ewidentne znaki, że "nie chce" mnie mieć w zakonie, ale chce mnie jako matkę i żonę... Tym razem nie próbowałam nawet się sprzeciwiać, tylko od razu się zgodziłam, bo zawierzyłam swoje życie w Jego ręce i zaufałam. Wiem, że Chce dla mnie jak najlepiej, tak, jak prawdziwy Przyjaciel :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








